ZŁY - Leopold Tyrmand

ZŁY – Leopold Tyrmand

 

Książkę zakupił mój mąż na lipcowe wakacje nad morzem. Podkradłam mu i zaczytałam się w niej na 2 miesiące. Zajęło mi to dość dużo czasu, bo to opasłe tomisko, ale było warto.

ZŁY to mieszanka kryminału, szpiegowskiej intrygi, sensacyjnych zdarzeń z domieszką romansu. A to wszystko powoduje, iż wielu czytelników znajdzie coś dla siebie.

Wiele opinii o książce, to zarzut, że to nieaktualne, przedawnione dzieło. Nic bardziej mylnego. Autor wprost z zegarmistrzowską precyzją przedstawia społeczność warszawką lat 50-tych. To istna klasyka kryminału z czasów PRL-owskich. Warszawa odradza się na nowo, powstaje z gruzów, a autor w doskonały sposób objaśnia ówczesną rzeczywistość wraz ze wszystkimi warstwami społecznymi od elity poprzez klasę robotniczą wraz z chuliganerią i mrocznymi tajemnicami podziemnego miasta. Klimat, atmosfera, nastroje czy relacje panujące w stolicy są przedstawione w autentyczny sposób. Nie ma tu udawania, patetyczności. Autor świetnie wykorzystuje dowcip tamtych czasów, ale również gwarę tamtych lat. Jednak mimo perfekcyjne przedstawionego klimatu, autor w specyficzny dla siebie sposób naśmiewa się z zastanej rzeczywistości. Każdemu dostaje się po równo.

Tytułowy ZŁY to niczym ostatni sprawiedliwy, pojawiający się nie wiadomo skąd, niczym Zorro, Janosik czy Robin Hood. Jako bohater wymierza sprawiedliwość. Ale przez to naraża się też ciemnej stronie Warszawy. Bandytom. Dlatego Warszawa raz drży raz oddycha z ulgą na myśl i znak pojawiającego się ZŁEGO. Z czasem tytułowy bohater zyskuje sprzymierzeńców, zwolenników a wręcz sojuszników. Znają go wszyscy. Zwykli ludzie jak i bandyci. Pojawiają się osoby, które chcą odgadnąć kim  jest tajemniczy bohater. Wśród nich można wymienić doktora Witolda Halskiego, Martę, redaktora Edwina Kolanko czy kolejnego tajemniczego osobnika, jakim jest Pan w kapelusiku. Sytuacja komplikuje się gdy Zły wchodzi w paradę legendzie kryminalnej Warszawy – Kudłatemu.

 

Książkę czyta się fantastycznie. Fenomenalnie przedstawia klimaty tamtych lat. Jedyne do czego musiałam się przyzwyczaić to inny sposób redagowania książki, który powoduje, że dialogi wplecione są w tekst, że czasami trzeba było bardziej się skupić nad tym kto w danej chwili udziela głosu. Poza tym specyficzny język, gwara czy dowcip powodują że książka jest warta do przeczytania.

 

moje ulubione słowa z książki to:

„zorżetowa suknia, blezer, perkalowa, bufonady, bufonowa, cyklistówka,szynkwas, zabonuj butelke, fularowy, ober, krymk, kordialnie, głowa do tachlu, obsmycz, „