Spotkanie z Andrzejem Stasiukiem

Spotkanie z Andrzejem Stasiukiem

DSC_0894Spotkanie z autorem i podróżnikiem miało miejsce 7/10/2015 w Galicji Żydowskim Muzeum w Krakowie.

DSC_0892

Po przybyciu tłumów czytelników i fanów autora, po zajęciu miejsc, autor przybył niezauważalne. Większość rozmawiających z tłumu, nawet nie zarejestrowało przybycia głównego bohatera wieczoru. A to stanowi zaletę Andrzeja Stasiuka. Jest przez to autentyczny, jednym z nas, zwyczajnych ludzi. Nie kreuje się na kogoś innego, ważnego. Dodatkowo skromność przechodząca w nieśmiałość to coś co urzekło mnie w autorze.

Samo spotkanie nie zaczęło się najlepiej, po przez sformułowanie zaczepki przez prowadzącą Dorotę Wodecką ” bo ten Kraków to nie bardzo”. I autor na samym wstępie zaczął spotkanie od tłumaczenia. Ale jego argumenty są przemyślne, prawdziwe, a przez to nie można mieć pretensji ani żalu, że nie przepada za „tym” Krakowem i miastem w ogóle. Sam autor opowiadał jak bliżej mu do przestrzeni, do natury i wszechobecnych zwierząt. Że lubi ludzi ale tylko wtedy gdy ma na nich ochotę, w innym przypadku potrzebuje przestrzeni, powietrza, a tego nie da się znaleźć w zatłoczonym mieście jakim jest Kraków. Słusznie Autor zauważył, że moda na Kraków spowodowała, że mieszkańcy z centrum zmuszeni zostali do ucieczki i emigracji. Późniejsza moda na Kazimierz spowodowała tę samą reakcje. A co będzie jeśli będzie moda na Nową Hutę. Gdzie ci ludzie uciekną i wyemigrują.

DSC_0854W tak płynny sposób, prowadząca zaczęła wypytywać o bieżące sprawy, a mianowicie o emigracje panującą w świecie. Autor wówczas słusznie zauważył, że jest to ogromny problem. Zbyt dużo do oswojenia, gdzie miesza się islam, uchodzctwo i chrześcjaństwo. A na pytanie Pani Doroty, czy przyjął by do siebie uchodźców – autor od razu, bez wahania odparł, że musiał by porozmawiać z żoną. Szalenie mnie to urzekło. Urzekło, bo to z pozoru taki twardy, niezależny mężczyzna, a wręcz sprawia wrażenie, że jest sam sobie sterem, żeglarzem, a jednak liczy się ze zdaniem kogoś innego. Kogoś ważnego. Jednak po stwierdzeniu, że wszystko konsultuje z żoną, opowiadał, że są bardzo otwarci i ciekawi świata. I w tym przypadku zapewne ciekawość by zwyciężyła.

Otwartość autora na świat i innych jest powszechnie znane. Ale jak sam autor opowiada, jego otwartość zależy od dnia. Na co dzień potrzebuje przestrzeni, stąd jego dalekie podróże w odległe niezadeptane miejsca. Po wielu dniach samotnych wędrówek po odległych miejscach, wyobraźnia zaczyna działać, hulać, a to wszystko w naturalny sposób zostaje przelane na papier. A skoro mowa o odległych terenach, gdzie w rejonie 50 km nie ma żadnych osad, zabudowań, autor tak dobrze rozumie naturę, a przede wszystkim zwierzęta. Stąd nie obce mu karmienie sikorek, ratowanie jeleni i innych szybko biegających zwierząt. Dlatego też to było przyczynkiem do apelu o wolniejszą jazdę kierowców, aby dbać o dziką przyrodę. A patrzenie na świat i przyrodę to telewizor dla autora, i sposób na spędzanie czasu. Odgłosy świtu, odgłosy pochłanianych ziaren przez sikorki mogą bardziej zaciekawiać i interesować niż niejeden serial telewizyjny czy tym bardziej debaty polityków.

DSC_0882DSC_0878DSC_0875

Przyroda to tez altruizm. Można wiele zrobić bez ponoszenia żadnych kosztów. Czego przykładem może być ratowanie przez Andrzeja Stasiuka raków. Na wielkie zdziwienie prowadzącej, jak do tego doszło, autor bez większego problemu odpowiedział, że nie było to trudne. Rzeka wysychała, wiec najzwyczajniej  trzeba było pomóc rakom, o czym mowa w nowej książce. Jednak zastanawia mnie to „najzwyczajniej”. czy my, mieszczuchy, które z przyrodą do czynienia mamy jedynie z za szyb jadącego tramwaju, również odważyli byś my się na taki czyn. Czy nie ogarnęła by nas obawa, przez uszczypaniem, przed chorobą. A co najważniejsze, czy potrafili byś my, tak jak autor dostrzec problem. Czy człowiek, żyjący w mieście, nie przeszedł by obok takiego problemu. A autor i jego wrażliwość na świat nie pozwoliły mu. Chce pomagać a czasem wręcz poprawiać świat.

Pomaganiem mogę śmiało również nazwać książki autora. Andrzej Stasiuk niczym reportażysta opisuje swoje podróże. Ale nie są to reportaże w czystym wydaniu. To raczej opisy pejzażu, impresji, powierzchownego krajobrazu zatrzymane przez autora. Jednak w przypadku książek o Polsce jest zgoła inaczej. W tym przypadku, autor pomaga nam, czytelnikom zobaczyć nasz kraj inaczej, z perspektywy Mongoli. Bo według autora, Polska z tej perspektywy jest inna, ciekawa i wygląda dobrze. A przez to autor pomaga nam odnaleźć, odkryć Polskę na nowo. Powstała dzięki temu nawet Stasiukowa turystyka, śladami książek i wrażeń opisywanych w nich.

Spotkanie z autorem przebiegło niezwykle sympatycznie. Tłumy przybyłych wielbicieli autora i jego twórczości i mnóstwo pytań płynących z sali, spowodowały że spotkanie było ciekawe, ale też

  DSC_0895