19 Międzynarodowe Targi Książek w Krakowie - Relacja

19 Międzynarodowe Targi Książek w Krakowie – Relacja

 ta19 Międzynarodowe Targi Książek w Krakowie dobiegły końca.
Po długich,(dla mnie 3 ) dniach najwyższa pora na spojrzenie na całe wydarzenia z dystansem. Jak każde tego typu wydarzenie, ma zarówno plusy, jak i minusy. Jednak zacznę od tych dobrych, pozytywnych stron.

Były to dla mnie bardzo długie i intensywne dni. Ale czekałam na nie cały rok, więc nie mam co narzekać. A wszystko zaczęło się już 22 października w czwartek. Po moim przybyciu na teren Targów (Ul. Galicyjska 9, Hala Expo) pierwszym ogromnym zaskoczeniem był fakt, iż mimo wczesnej pory (bo dotarłam o 11) , w dodatku w środku tygodnia zabrakło dla mnie miejsca na dość sporym parkingu. Oczywiście nie był to powód do zmartwienia, wręcz do radości, iż tylu chętnych czytelników jest wraz ze mną. Po zakupie biletu czterodniowego (co było bardzo dobrym rozwiązaniem dla mnie, o czym napiszę nieco później) ruszyłam na Hale.

tttt tt t Całe Targi podzielone były pomiędzy dwie Hale. Jedna z nich to DUNAJ, a druga to Wisła. Dodatkowo w częściach PRAGA oraz BUDAPESZT znajdowały się sale w których odbywały się towarzyszące spotkania, imprezy, wykłady, czy również zbiór książek.

Organizacja zostawiała wiele do życzenia. Ale nie o tym teraz.

W pierwszy dzień Targów największym dla mnie atutem było spotkanie Pani Olgi Tokarczuk. Można ją było spotkać na stoisku Wydawnictwa Literackiego gdzie podpisywała swoje książki. W głównej mierze były to oczywiście Księgi Jakubowe.ot

Jednak kolejka do tegorocznej laureatki Nagrody Nike była tak ogromna, że trzeba było stać ok 2,5 godziny. Ale nie da się ukryć: Było warto. Pani Olga Tokarczuk jest bardzo sympatyczną osobą, sprawiającą wrażenie nieśmiałej i bardzo wyciszonej. Tym bardziej, że po ostatnich atakach hejtu i nienawiści na autorkę, jaka wylała się po wypowiedziach medialnych, mogło by to spowodować zbyt duży dystans do czytelników i osób stojących w kolejce do autorki. Jednak po rozmowach z wieloma oczekującymi osobami, większość pojawiła się w celu solidaryzacji z autorką. Posypała się ogromna ilość ciepłych słów w kierunku przybyłej. Co bardzo mi się spodobało.

Po zamienieniu paru słów z autorką, i otrzymaniu autografu ruszyłam w kolejne regały książek. Czułam się wybornie. W stosunku do pozostałych dni, w czwartek nie było tłoczno, a przez to mogłam delektować się zapachem książek, wyglądem i dotykiem książek, a do tego zapachem kawy, którą to zostałam poczęstowana na stoisku Księgarni Naukowej. Nie mogę tu jeszcze choć na chwilę nie powrócić do stoiska Wydawnictwa Literackiego. A to z 2 powodów. A nawet trzech. Po pierwsze stojąc w kolejce do Pani Olgi Tokarczuk zauważyłam przecudny plakat,z reklamujący zapowiedź, która ma się ukazać na początku grudnia. A mowa tu o…

 Tak. Moja najlepsza autorka 2014 roku i jej WSZYSTKO, CO LŚNI, w grudniu wydaje nową książkę na rynku polskim (Już napisałam w związku z tym list do Mikołaja).

Kolejna sprawa, której nie mogę nie wspomnieć przy okazji wizyty na tym stoisku to fakt promocji i obniżki cen.wl Rabat w wysokości 10 %, czasami sięgający 15% uważam za zbyt mało satysfakcjoinujący jak na Targi Książki. Książki z większym rabatem i to z dostawą do domu można zamówić na wielu internetowych stronach. Chociaż by Bonito.pl, Taniaksiążka.pl i inne. Dlatego, porównując zeszłoroczne rabaty na WL, w tym roku nie ma się czym chwalić.

Będąc na stoisku WL nie można też nie wspomnieć  o konkurencji. A mianowicie, naprzeciw stoiska prezentowało się, moim skromnym zdaniem najlepsze stoisko Targów.ttttt A mowa tu o ZNAK`u. Fantastycznie przemyślane i wymyślone. Zapierało dech w piersi. Wszyscy autorzy, którzy wydają w ZNAK`u a jednocześnie zaszczycili swoją obecnością czytelników na Targach, już od samego progu witali nas swoim wizerunkiem. Dodatkowo świetne hasło „Dobrze nam się wydaje!” przyciągnęło wielu fanów literatury. Jednak duże znaczenie tutaj mieli zaproszeni goście. To istna śmietanka literatury. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Od tych wytrawnych czytelników, po przez tych, którzy lubią lżejszą literaturę, czy choć by literaturę dziecięcą, której to przedstawicielem był Maleszko i jego najnowsza książka z serii Magiczne drzewo. Poniżej przedstawiam kilku zaproszonych gości przez Wydawnictwo Znak.

Tam tez miałam ogromną przyjemność porozmawiać z Magdaleną Grzebałkowską. Fanstastyczna, pogodna osoba. Przemiły kontakt z czytelnikami i otwartość na innych.

Po wizycie na stoisku Wydawnictwa Literackiego oraz Znaku udałam się do saloniku Literackiego, gdzie miała swoje autorskie spotkanie Urszula Witkowska z Bloga „Pełen zlew – książki, koty i bałagan”. pByło to spotkanie dla najmłodszych z książką o Czytusiu w Bibliotece. O książce tej można przeczytać na moim drugim równoległym blogu : lubieczytacdzieciom.blogująca.pl.  Na spotkaniu z autorką – Urszulą Witkowską – ofiarowałam swoje zakładki oraz notesiki, co zostało przyjęte z wielkim entuzjazmem. A w zamian dostałam przypinkę od Pełnego Zlewu oraz od Wiktorki Korzeniewskiej z Bloga Przeczytaj mnie. Do dziś dumnie je noszę.

Po spotkaniu w Saloniku Literackim i wypiciu pysznej kawy udałam się na zakupy. Czwartek to ten dzień, który zaplanowałam właśnie na zakupienie tych książek o których marzyłam, ale też trafiły się zupełne zaskoczenia, których nie planowałam, ale musiałam zakupić. Przykładem tego jest Bernard Minier i „Paskudna Historia”.m

Jestem fanką twórczości owego autora. Po przeczytaniu jego poprzednich trzech książek (KRĄG, CIEŃSZY  ODCIEŃ ŚMIERCI, NIE GAŚ ŚWIATŁA), nie mogłam niemieć tej części. Jednak było to dla mnie zaskoczenie, gdyż przeoczyłam wydanie nowego tytułu, i nawet nie miałam pojęcia, iż takowy jest na polskim rynku. Tym niemniej bardzo się cieszę z zakupu. Kolejne zakupy tozz

Dygot – Jakuba Małeckiego (Wyd. SQN),

INNA DUSZA – Łukasza Orbitowskiego ( Wyd. Od Deski do Deski)

NARZECZONA SCHULZA – Agata Tuszyńska (Wyd. Literackie)

MUR – 12 KAWAŁKÓW O BERLINIE – pod red. Agnieszki Wójcińskiej (Wyd. Czarne)

WSZYSTKO ZA EVEREST – Jon Krakauer (Wyd. Czarne)

JAGIEŁŁO …POD PRYSZNICEM – Paweł Wakuła

i całkiem nieplanowane:

NIEMIECKI BĘKART – Camilla Lackberg ( za 10 zł. więc grzechem było by nie brać)

 Do tego zebrałam mnóstwo (ok 100) zakładek i zakupiłam 2 przepięknie wydane notesy (ze stoiska Zamek Królewski na Wawelu) oraz grę KAHALA (fenomenalna). I tak na Targi wyruszyłam z 2 torbami a wróciłam z ośmioma ! Ale zakupy uważam za udane. To prawda lekko nie było, bo poza zakupionymi książkami niosłam ze sobą wielkie Księgi Jakubowe oraz mnóstwo swoich zakładek i notesów do rozdania. Jednak dzień uważam za udany. Po spędzeniu 4,5 godziny na Targach powróciłam do domu by nabrać sił na kolejne dni. tare

Moje kolejne odwiedziny na Galicyjskiej 9 to już sobota i niedziela. No i tu zaczął się mały koszmar. gDobrze, że kupiłam sobie bilet cztero-dniowy, bo już w sobotę o 9 godzinie stały tłumy przed kasami. A przecież kasy i całe Targi otwierane były dopiero o 10.00. I tak też dzięki temu, że posiadałam bilet już zakupiony, mogłam ominąć kolejkę i stanęłam jako pierwsza do wejścia na Targi a potem do szatni. tluA to wszystko w pędzie, aby móc zdążyć szybko na Stoisko Wydawnictwa Literackiego, gdzie od 10 godziny miał zawitać Szczepan Twardoch. I udało się. Ten dzień zaplanowany miałam jedynie na odwiedzanie autorów, rozmowy, ale też spotkania z blogerami. I tego się trzymałam.tw Konsekwentnie. Ale do czasu. O tym jednak później.

Po Wizycie i wymianie paru zdań u Szczapana Twardocha udałam się na stoisko Prószyńskiego, gdzie przycupnęła na chwilkę Pani Katarzyna Puzyńska.puz A jak wiadomo niektórym, jestem jej wielką fanką, i nie mogłam się doczekać jej przyjazdu. Na domiar tego nie było jeszcze tłumów do niej, bo to jeszcze nie była godzina spotkania. Dzięki temu zyskałam podwójnie. Autograf z imienną dedykacją, zamieniłam kilka zdań oraz poznałam męża Pani Katarzyny. Żałuję jedynie, że wydawnictwo nie sprężyło się, aby wydać najnowszą książkę o tydzień wcześniej. Bo jak wieść gminna niesie UTOPCE (piąta część sagi o Lipowcu) ukaże się na rynku dokładne za tydzień – 3 listopada. (czekam niecierpliwie).

Kolejni autorzy, z którymi miałam przyjemność porozmawiać, wymienić opinie i zdania to: Łukasz Orbitowskior (w koszulce VADER`a), ELżbieta CHEREZIŃSKA cheroraz Aleksandra Kucharska -Cybuch (ilustratorka- moja ulubiona artystka). ilTutaj pozwolę sobie na chwilkę się zatrzymać. O ile książkę Ł. Orbitowskiego zakupiłam na stoisku, o tyle niestety nadal trwałam w postanowieniu, że już nic nie kupuje i nie zakupiłam TURNIEJ CIENI Pani Cherezińskiej. Do teraz żałuję i chyba długo jeszcze będę żałować. Bo była fantastyczna cena, a i tak mam zamiar ją nabyć w niedalekiej przyszłości. Trudno. (Inną książkę, którą chciałam nabyć, a nie uczyniłam to RĘKOPIS ZNALEZIONY W SARAGOSSIE – Wyd. Literackie. Jednak w tym przypadku zniechęciła mnie cena. Cena okładkowa to 59, a cena targowa to 52. No… szału nie było).

Dotarłam również do wydawnictwa Vektra, attgdzie zakupiłam całkiem nie planując ( w tym momencie moje dotychczasowe trzymanie się założonego planu, atległo w gruzach) książkę autora Thomasa Arnold`a pt. ” TETRAGON”. Zapewne niebawem przeczytam i podzielę się opinią i recenzją. Wydawnictwo i sam autor zapewniali mnie, iż to mroczny Thiller krminalny w klimacie Cobena. Czyli coś co lubię. Czas pokarze.

Kolejnym powodem dlaczego moje plany z niekupowaniem nie udały się, to wspaniała cena na wydaną całkiem niedawno Ilustrowaną książkę „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”.hp Dodatkowo do zakupu dostawało się list z Hogwartu (wszystko związane z tytułowym bohaterem). hp4A w kopercie – zagadki, rysunki, wywieszki, flagi. Idealny prezent na Mikołaja dla mojej małej czytelniczki. No a plan niekupowania już całkowicie legł w gruzach.

W sobotę również miałam przyjemność spotkać innych autorów.  Wśród nich między innymi: Ksiądz Boniecki, Ewa Drzyzga, Krzysztof Varga, Nela (mała reporterka), o. Leon Knabit, Paweł Huelle, Małgorzata Gutowska- Adamczyk.

 ksDSC_0951v n
fknabhelle

Czwarty dzień Targów (dla mnie trzeci) zaczęłam dość wcześnie bo ok 10.30. I dzięki temu że przyszłam wcześniej niż planowałam udało mi się wejść na warsztaty z blogowania, a przy tym poznałam Natalie Szumską z Bloga Kronika Kota Nakręcacza. Cóż to było za spotkanie!!

Na samych warsztatach – które trwały około godziny, wiele wyciągnęłam wniosków, które mam w planach zastosować na blogu.

Jednak jeśli chodzi o autorów, z którymi miałam przyjemność być, rozmawiać i dostać autograf, to pragnę wymienić : Adama Zagajewskiego, Agate Tuszyńską, Małgorzatę Grzebałkowską, Jakuba Małeckiego, Zygmunta Miłoszewskiego.

 zaatttDSC_1070jm zm

Ponad to spotkałam: Remigiusza Mroza, Roberta Makłowicza, Alka Rogozińskiego, Jana Kantego Pawluśkiewicza, Katarzynę Grochalę, Adama Wajraka, Ewę Wachowicz,  Annę Dymną, Michała Rusinka, Andrzeja Niemczyka, Pawła Rożka,  Kazika,Mariusza Szczygła.

rmorm

alek rogozinskijkpkg

awewadmrprsanszcz

Kilka wrażeń i podsumowanie na koniec.

Na Targi czekałam cały rok. Nie rozczarowałam się. Raczej więcej było zaskoczeń niż rozczarowań. Mimo ogromnego zmęczenia (w niedziele byłam o kawie i jabłku, a spędziłam tam  czas do godziny 15), to jednak jestem ogromnie zadowolona. Wręcz odczuwam niedosyt. Poszła bym jeszcze. ALe to już za niecały rok. Oczywiście największy atut to książki. Ale również goście w postaci autorów. Fajnie jest spotkać kogoś kogo się lubi, ceni, a potem przy spotkaniu okazują się zwyczajnymi ludźmi, jak my. Jednka czy autorzy są zwyczajnymi ludźmi? Nie sądzę. Oni sa nadzwyczajni. I tyle.

       Jak pisałam na wstępie były też minusy. Ilość osób odwiedzających była tak wielka, że zwłaszcza w sobotę nie było czym oddychać. Nie można było przemieścić się od jednego stoiska do drugiego stoiska, nie mówiąc o tym jeśli ktoś wyraził by chęć podejścia pooglądania, powąchania książek. Po prostu tłum był tak wielki, że książki gdzieś zaginęły. Stały się tłem. A nie mówiąc o fakcie, gdy trzeba było by dokonać ewakuacji. Nie wyobrażam sobie takiego scenariusza. Nie lepiej było na parkingu. Gdy w sobotę wsiadłam do samochodu, to spędziłam w nim ok 45 min, aby wydostać się z okolic Expo. Samochody blokowały się na parkingu i na drodze dojazdowej do niego. Niestety w drugą stronę też był korek. Stąd moje pytanie – a gdzie droga ewakuacyjna?

No i już słynne kolejki do kas i szatni. Mimo czynnych 3 kas – kolejki były cały czas.

W mojej ocenie Targi te miały zbyt dużą ilość stoisk, a przez to ludzie przemieszczający się między stoiskami czgnietli się. A jeśli jeszcze dołożyć do tego ustawiające się kolejki do autorów problem urastał do strasznie dużych rozmiarów. Zdarzało się też tak, że kilometrowe kolejki były równolegle do dwóch, sąsiadujących ze sobą stoisk. Wówczas problem był nie do ogarnięcia.  Uważam, że wydawnictwa katolickie, komiksowe, naukowe powinny mieć odrębne święto. A nie łącznie z Targami Książek dla zwykłych (niezwykłych) czytelników i blogerów. Wówczas pozwoliło by to na większą przestrzeń i wygodę dla zwiedzających. Hala jest znacznie większa i przestronniejsza niż poprzednia, a efekt jest ten sam. Tłum, zaduch i  mniejsza radość z obcowaniem z słowem pisanym.

Ale aby nie kończyć narzekaniem, napiszę o kilku ciekawostkach. A mianowicie na Targach były książki nieco droższe –  nie na kieszeń przeciętnych czytelników. To Dzieło Mikołaja Kopernika o Obrotachmk ciał Niebieskich. Jeden egzemplarz za jedyne 12 500 zł ( i to już z rabatem).

torInna fajna rzecz, którą spostrzegłam to torba pewnej Pani stojącej w kolejce. Torba – monumentalne dzieło Shakespera. Fenomenalny pomysł.

Jedno z godnych do wspomnienia i zapamiętania było chińskie stoisko obsługiwane przez osoby pochodzące z odległego dla nas kulturowo i geograficznie świata. Pani, z którą zamieniłam parę zdań przedstawiła mi kilka książek, zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych.  Można by było rzec, iż stoisko jak stoisko. Jednak nie. Książki pięknie wydane, a ilustracje urzekające. Dodatkowo niezwykle wyglądająca obsługa, w tradycyjnych kimonach, a na dodatek istniała możliwość spróbowania się w jakże trudnej sztuce kaligrafi chińskich znaków (oryginalnym pędzelkiem) oraz rysunków z tamtego rejonu. Stoisko to rzucało się w oczy i nie można było przejść koło niego bez uwagi. Gratuluje.

chichinch

No i na koniec do zobaczenia za rok.