ŚLISKI INTERES

ŚLISKI INTERES

Ryszard Ćwirlej

Wydawnictwo Muza

Warszawa 2016

Ilość stron: 510

ISBN: 978-83-287-0374-2

Ocena (subiektywna): 4+/5

 

Za egzemplarz dziękuję Firmie Buisness & Cultere

 

                          To pierwszy raz, gdy spotykam się z twórczością Ryszarda Ćwirleja, ale zapewne nie ostatni. Jeśli, ktoś ma 30-ści parę lat lub więcej i chce sobie przypomnieć swoją młodość, lub jeśli ktoś ma mniej lat, a nie wie jak było w latach 80-tych w Polsce Ludowej, ta książka jest fantastyczną lekcją historii lub kalejdoskopem, dzięki któremu łatwo i przyjemne można przenieść się w tamte o to czasy. Tak naprawdę czytając książkę, byłam pod tak ogromnym wrażeniem odzwierciedlenia realiów roku 1983, że akcja i bohaterowie stali się dla mnie drugoplanowi. Nie twierdzę, że są mniej ważni, ani tym bardziej, że akcja była nudna i nieciekawa. O nie.  Tego o tej książce nie da się powiedzieć. Jednak fantastycznie oddany klimat lat PRL-u, dodaje atrakcyjności książce. Autor w perfekcyjny sposób opisał zarówno otoczenie, styl życia, szarość dnia, a nawet język, który całkowicie odbiega od tego, którym posługujemy się dziś. Komuna dawno minęła, a dzięki tej książce wszystko na nowo powraca. Czytając przygody milicjantów czuć zapach przepalonych papierosów bez filtra, ból nóg i głowy od stania w kolejkach po produkty pierwszej potrzeby, czy chociażby pełną inwigilację i władzę służb mundurowych. To oni za za czasów PRL-u siali postrach. Pełna inwigilacja, przyzwolenie na zbyt wiele oraz szybkie samochody (polonezy), maszyny do pisania, na których wystukiwano raporty. To wszystko można znaleźć w tej powieści. Perfekcyjne oddanie klimatu minionych czasów, to ogromny atut książki.

                Oczywiście poza atmosferą, w książce jest porywający wątek kryminalny. Cała akcja zaczyna się zimą 1983 roku, gdy zostają przypadkowo znalezione zwłoki w pryzmie śniegu na chodniku. Zwłoki są nietypowo zakopane, a na domiar tego wszystkiego dobrze ubrane, co w tamtych czasach zdarzało się tylko tym, którzy mieli dolary i zaopatrywali się w Pewexach. Z czasem okazuje się ze ofiara została zraniona dość specyficznie w brzuch. Równocześnie na pobliskim cmentarzu zostaje odkryty odkopany i opustoszały grób. Czy obie sprawy mają ze sobą coś wspólnego? Czy uda się śledczym odkryć kto i dlaczego zabił i zostawił zwłoki w publicznym miejscu? I kim była ofiara, skoro stać ją było na wysokiej klasy spodnie?

         Autor, poza przywołaniem wspomnianego klimatu z czasów PRL-u, bawi czytelnika. Dialogi oraz scenki sytuacyjnie niekiedy przyprawiają o rozbawienie i śmiech. Duża ilość wódki, jaka jest rozlewana wśród bohaterów zarówno główno-planowych, jak i całkiem pobocznych przekłada się na atmosferę książki. Każdy z pijących jednak zna swój umiar i trzyma fason. Podobnie jest z akcją książki. Niby jest lekka, zabawna atmosfera, jednak autor do końca trzyma wysoki, równy poziom. Jedyne co mogę żałować, to fakt, że tak późno sięgnęłam po twórczość tego autora. Podchmielona atmosfera nie przeszkadza w profesjonalnym prowadzeniu śledztwa. Nie każdy z oficerów jednak z odurzenia (nie tylko wódką) wychodzi cało. Jednak za czasów komuny, na pewne sprawy przymykano oczy. 

         Szczerze polecam książkę, dla wszystkich, którzy lubią dobre kryminały, którzy lubią dobrze się bawić przy lekturze, a zwłaszcza dla tych, którzy pamiętają jeszcze lata 80-te XX wieku lub chcą poznać jak było. Bo pewne sprawy dziś mogą wydawać się zabawne, a kiedyś takie nie były